Tajemnica grobu Mikołaja Kopernika – mity i rzeczywistość

 
Problem miejsca pochówku Mikołaja Kopernika w katedrze fromborskiej pojawił się po raz pierwszy w 1581 roku, gdy biskup warmiński, a zarazem wybitny historyk polski tamtych czasów Marcin Kromer, powierzył kapitule katedralnej zadanie upamiętnienia tego miejsca odpowiednią tablicą epitafijną, której treść sam ułożył. Kapitule spadł wówczas na głowę nie lada kłopot. Okazało się, że zaledwie 38 lat po śmierci Kopernika nikt w tym gronie nie potrafił wskazać miejsca jego pochówku, aby zadośćuczynić życzeniu biskupa. Wszystko poszło w niepamięć. Biskup nie znał nawet imienia słynnego mędrca z Fromborka (nazywał go mylnie Joannes), ani też jego podstawowych personaliów – kiedy zmarł i jak długo żył – odpowiednie miejsca wykropkował, pozostawiając je do uzupełnienia kapitule[1]. Ale i to zadanie przerosło jej możliwości. W ostatecznym rezultacie tekst epitafium maksymalnie uproszczono.
Kłopot, w jakim znalazła się kapituła, nie może dziwić. W jej aktach, które bez uszczerbku przetrwały do naszych czasów, na próżno szukać daty śmierci Kopernika. W księdze protokołów pod datą 21 maja 1543 roku znalazła się informacja, która w sposób wystarczająco jasny miała zamykać sprawę obecności Kopernika w tym gronie. Była to mianowicie data przyjęcia do kapituły Jana Loitscha, którego za zgodą Stolicy Apostolskiej sam Kopernik desygnował swoim następcą, z prawem objęcia kanonikatu bezpośrednio po swojej śmierci. Rzecz zatem oczywista, że 21 maja Kopernika nie było już wśród żywych. Zdumiewające, że badacze życia Kopernika nie uświadomili sobie tego faktu i aż po nasze czasy posługiwano się mylną datą 24 maja. Kiedy zaś Kopernik zmarł w rzeczywistości, nie wiadomo i zapewne nigdy się tego nie dowiemy[2].
Tak więc życzeniu biskupa Marcina Kromera potrafiono sprostać jedynie w miarę możliwości, te zaś okazały się aż tak znikome, że podjęto iście desperacką decyzję, aby uciec się do pomocy zupełnie obcego środowiska na dworze księcia Albrechta w Królewcu. Podkreślmy – środowiska obcego także pod względem wyznaniowym, co miało przecież w owych czasach istotne znaczenie. Adresatem dobrych oczekiwań kapituły okazał się osobisty lekarz księcia Maciej Stojus, znany jednak również ze swych zainteresowań matematyką i astronomią, a także jako poeta. Tymczasem okazało się, że również i ten uczony mąż nie potrafi uzupełnić brakujących danych osobowych fromborskiego astronoma, jakże głośnego już na świecie. Co więcej – wbrew intencjom biskupa Kromera, który w swoim tekście widzieć chciał w Koperniku „odnowiciela astronomii” – ów luterański konsultant uczynił zeń rozmyślnie „doskonałego astrologa i odnowiciela jej nauki”[3]. Nie można się temu dziwić. Stojus nie mógł wszak odnieść się do  nauki Kopernika inaczej, niż odnosili się do niej – jeszcze za życia Kopernika – sami przywódcy reformacji, z Lutrem i Melanchtorem na czele oraz inaczej, niż traktowano ją współcześnie na uniwersytetach w Wittemberdze, Zurychu, Rostocku i Heidelbergu, pozostających pod wpływem protestantyzmu.
W ten sposób potraktowane epitafium Kopernika umieszczono – wbrew życzeniu biskupa – gdzie bądź, zapewne tam, gdzie po prostu znaleziono wolne miejsce (skądinąd wiadomo, że ściany były gęsto obwieszone epitafiami). Było to miejsce niemal na końcu południowej nawy, mniej więcej naprzeciwko przedostatniego filara, a zatem nawet nie skomunikowane wyraźnie z konkretnym ołtarzem, co miałoby wszakże bardzo istotne znaczenie[4].
Te wszystkie problemy mogłyby nie istnieć, gdyby Kopernik sam zadbał o to, aby upamiętnić swój pochówek, a wraz z tym – swą własną obecność w gronie kapituły warmińskiej, której członkiem był aż 46 lat, z czego aż 33 lata rezydował przy katedrze. Owym trwałym śladem jego obecności mogła być wszakże płyta nagrobna, położona w miejscu spoczynku, przy ołtarzu, który powierzono jego opiece. Tymczasem wykonawcy jego testamentu nie znaleźli w nim żadnej stosownej dyspozycji. Pochowano go przeto w miejscu, o którym ani on sam, ani jemu współcześni, nie uwiadomili potomnych.
W tej sytuacji mamy do czynienia z kwestią miejsca pochówku Kopernika, która wskutek błędnych założeń badawczych, a przy tym też dużej niefrasobliwości badaczy i niepełnej wiedzy o życiu wewnętrznym kapituły, właściwie aż po nasze czasy pozostawała nierozwiązana. Okazuje się, iż w zupełności wystarczało samo tylko przekonanie – na tyle silne, iż traktowano je jako dowód. Dlatego, choćby w skrócie, trzeba tu wyjaśnić kilka podstawowych spraw.
Kapituła warmińska składała się z szesnastu kanoników. Nie zawsze był komplet. Spośród piętnastu współczesnych Kopernikowi, tylko sześciu – podobnie jak on sam – zakończyło życie we Fromborku. Spośród nich czterem położono płyty nagrobne –ponieważ tego sobie życzyli i na ten cel zostawili pieniądze. Dwóch pozostałych, podobnie jak Kopernika, pochowano pod posadzką katedry bezimiennie. Byli to akurat dwaj wykonawcy jego testamentu – Georg Donner i Leonard Niderhoff. Ten ostatni nie zadbał o pamięć po sobie pomimo wysokiej godności, jaką sprawował w kapitule – jako dziekan był pierwszą osobą po prepozycie. Stąd mimo wszystko wiadomo, że pochowano go przy ołtarzu, który trwale związany był z tą prałaturą – przy pierwszym ołtarzu w prawym rzędzie.
Każdemu z szesnastu kanoników przysługiwał w katedrze osobny ołtarz. Poza głównym ołtarzem, który pamięta czasy Kopernika i szczęśliwie zachował się do naszych dni, ołtarze kanonickie stały w dwóch rzędach, oparte o filary, tak jak stoją dziś: osiem przy filarach w lewym rzędzie i osiem w prawym. Przydzielano je kanonikom wraz z kanonikatem, praktycznie raz na całe życie. Wedle postanowień statutów kapituły, nie były one przedmiotem dowolnej opcji, jak kurie kanoniczne lub folwarki, czyli w praktyce nie można ich było zmieniać. Dziedziczyli je wraz z kanonikatami po swoich zmarłych poprzednikach[5]. Aby się w owym następstwie nie pogubić, akurat w czasach Kopernika sporządzono dla każdego z szesnastu kanonikatów osobne listy. Zapoczątkował je kanonik dr Aleksander Sculteti, jeden z najbliższych przyjaciół Kopernika. Posługując się własną i cudzą pamięcią, odtworzył je wstecz tak daleko, jak było to możliwe. Potem dopisywano już na każdej z nich, aż po wiek XVIII, właściwe nazwiska[6].
Tak więc z następstwem, udokumentowanym na każdej z szesnastu list, łączyły się w sposób jednoczesny dwa statutowo określone czynniki – odpowiedni kanonikat i związany z tym kanonikatem ołtarz. Wszelako w trybie pozastatutowym, przyjętym jednak w postaci reguły i pozostającym z tamtymi czynnikami w logicznym związku, dochodził czynnik trzeci, wysoce w naszych rozważaniach istotny. Był to mianowicie pochówek. W ten sposób odnajdujemy w praktyce kapituły warmińskiej zasadę, możliwą do ujęcia w trzech słowach: kanonikat – ołtarz – grób.
W obliczu tej ściśle przestrzeganej praktyki, tym większego znaczenia nabierają wspomniane wyżej listy (albo inaczej mówiąc spisy) poszczególnych kanonikatów. Wystarczy bowiem dowodnie skojarzyć którąś z list z odpowiadającym jej ołtarzem, aby móc odpowiedzieć na pytanie, którym spośród kanoników przysługiwał pochówek przy tym konkretnym ołtarzu. Przysługiwał – co nie znaczy, że musiał być faktem. W określonych wypadkach nie będziemy bowiem łączyć pochówku z posiadanym przez kanonika ołtarzem, a będą to przypadki oczywiste: zgon kanonika poza diecezją, rezygnacja  z kanonikatu, wyrażona w testamencie wola, aby pochówek miał miejsce gdzie indziej (np. w kościele, w którym kanonik posiadał probostwo).
Istniały jednak także inne, możliwe do określenia przyczyny, dla których pochówek kanonika przy ołtarzu otrzymanym przezeń w drodze następstwa nie dochodził do skutku. Zdarzało się to wówczas, gdy w którymś momencie swego życia kanonik uzyskiwał od kapituły godność prałata. Ponieważ istniały cztery prałatury, były to przypadki dość częste, które zakłócały przyjęty porządek. W takich przypadkach bowiem, w regularnym dotąd łańcuchu następstw, jedno konkretne ogniwo stawało się anomalią. Polegało to na tym, iż awansujący kanonik, choć figurował nadal na liście odpowiedniej dla tego ołtarza, który otrzymał wraz z kanonikatem w drodze następstwa, to jednak awansując pozostawał ów ołtarz nie temu, kto obejmował kanonikat po nim – bo przecież kanonikatu nie zwalniał – lecz temu, kto otrzymywał kanonikat po zmarłym prałacie, figurującym na liście związanej z zupełnie innym ołtarzem. Innymi słowy, w omawianym przypadku nowy kanonik otrzymywał „obcy” ołtarz, bo przywiązany nie do tej listy, na którą go wpisano po zmarłym prałacie, lecz do tej, na której figurował nadal ów awansujący kanonik. Wszelako od tej pory, tenże „obcy” ołtarz stawał się właściwym dla nowej listy, do której „zabierał go ze sobą” ów nowy kanonik. Od tej pory więc, ołtarz przysposobiony do nowej listy, dziedziczony był znów w prosty sposób, wraz z kanonikatem, przez wszystkich następców nowego kanonika – do momentu, gdy ewentualnie zaistniał ponownie opisany przypadek awansu kanonika z tej listy i cała operacja powtarzała się jak wyżej.
Na marginesie dodajmy, że w obrębie samych prałatur mogły zaistnieć różne warianty i trzeba stwierdzić, że pojawiały się nierzadko. Chodzi o to, że zwyczajny kanonik, który w trybie awansu otrzymywał ołtarz przysługujący danej prałaturze, mógł jeszcze dalej awansować, otrzymując kolejną, wyższą prałaturę, a zatem i kolejny ołtarz przywiązany na stałe do tej prałatury. Teoretycznie kanonik mógł awansować w ten sposób czterokrotnie, odpowiednio do liczby prałatur, a zatem i czterokrotnie mógł zmieniać ołtarz. I dopiero przy tym ostatnim znajdował właściwy dla siebie pochówek. Ołtarze przeznaczone dla prałatów były zawsze te same. Prepozyt miał ołtarz w miejscu najbardziej honorowym – pierwszy w lewym rzędzie, ponieważ po tej stronie na stole ołtarza głównego spoczywała Ewangelia (ad cornu Ewangeliae). Dziekan miał pierwszy ołtarz w prawym rzędzie, kustosz – drugi w lewym rzędzie i kantor – drugi w prawym rzędzie (choć do pewnego okresu ołtarz kantora był trzecim w lewym rzędzie, być może w tej intencji, aby tym bardziej wyróżnić dziekana, który jako jedyny z prałatów posiadał ołtarz w prawym rzędzie).
Konkludując jeszcze raz podkreślmy, że listy kanonikatów, określające następstwo, miały charakter stały – nic się na nich nie zmieniało. Jeśli zapisany na którejś z nich kanonik otrzymywał prałaturę, to jednak nadal figurował na tej liście, ale zmieniał ołtarz. Natomiast w ślad za nowym kanonikiem, wpisywanym na listę po zmarłym prałacie, po którym otrzymał kanonikat, cała lista wędrowała ku nowemu ołtarzowi – temu samemu, który zawakował przez awans jego dotychczasowego posiadacza.
I tak w niniejszych rozważaniach dochodzimy do miejsca, w którym należy stwierdzić, że jedynie znajomość opisanych reguł, z ich przejrzystymi, bo przecież powtarzalnymi komplikacjami, może być punktem wyjścia do rozważań nad miejscem pochówku tego czy innego członka kapituły – nie wyłączając Kopernika.
Pewną znajomość tych reguł – bo jednak nie do końca – posiadał dr Leopold Prowe (1821–1887). Rodowity torunianin, dyrektor tamtejszego gimnazjum, rozmiłowany w swoim toruńskim ziomku Mikołaju Koperniku. Jego zasługi w zakresie badań nad życiem i działalnością astronoma przyniosły mu w Niemczech najwyższą chwałę. Już po tym gdy wskazał – mylnie zresztą – miejsce pochówku Kopernika, Alexander von Humboldt, sam wysoce sławiony, nadał Prowemu zaszczytne miano pierwszego w świecie kopernikologa. Kiedy zaś w latach 1883–1884 opublikował Prowe w Berlinie swe ogromne, dwutomowe dzieło o Koperniku, z dodatkowym tomem źródeł archiwalnych, po dwukroć zaszczycony został osobistą audiencją u cesarza Wilhelma I, otrzymując z jego rąk order Czerwonego Orła[7].
Pomimo bezsprzecznych zasług, można Prowemu wiele zarzucić. Przede wszystkim to, iż zajmując się sprawą pochówku Kopernika i odwiedzając w związku z tym wielokrotnie katedrę (przy katedrze mieściło się wówczas Archiwum Diecezjalne z licznymi Copernicanami), nie okazał najmniejszego zainteresowania płytami nagrobnymi kanoników. W liczbie grubo ponad stu zalegały one jeszcze przy ołtarzach kanonickich, dopóki w 1861 roku nie poprzenoszono ich wszystkich do miejsc przypadkowych, lub wręcz nie usunięto z katedry z przeznaczeniem na przemiał, w związku z modernizacją posadzki. Temu przedsięwzięciu ówczesnych gospodarzy katedry, któremu Prowe nie okazał zainteresowania, towarzyszyła bezprzykładna niefrasobliwość. Nikomu nie przyszło na myśl – a przecież w Berlinie urzędował konserwator zabytków Ferdynand von Quast, rozmiłowany w zabytkach Fromborka – aby całą tę akcję poprzedzić zwyczajną inwentaryzacją wszystkich obiektów in situ – w ich pierwotnym miejscu. Odebrano im przez to podmiotowość, zburzono ich jedność z odpowiadającymi im pochówkami, które bezpowrotnie skazano na anonimowość[8].
Prowe zupełnie zignorował tę naturalną dokumentację pochówków, którą stworzyły minione epoki. Nie rozumiał, że płyty nagrobne mogą mu być pomocne przy weryfikacji jego z góry powziętych przekonań co do miejsca pochówku Kopernika. Stracił niepowtarzalną szansę, zupełnie nie wiedząc, że ją traci, bo wychodził z założenia – trudno to wręcz zrozumieć – że żadna weryfikacja nie jest mu potrzebna. Gdyby jednak zechciał przyjrzeć się owym płytom i potrafił wyciągnąć z nich właściwe wnioski, zapewne znalazłby się w dużym kłopocie. Jeszcze dziś zalega w pobliżu czwartego ołtarza w prawej nawie, płyta nagrobna kanonika Andrzeja Zagórnego, zmarłego w 1634 roku – a więc zaledwie 91 lat po Koperniku – którego nazwisko figuruje na tej samej, czternastej liście, na której jest nazwisko Kopernika. Prowe znał te listy, bo przecież sam je odnalazł, ale zupełnie nie rozumiał ich sensu – interesował go tylko i wyłącznie Kopernik. Więc owszem – posłużył się ową czternastą listą jako dowodem, w sposób dla siebie wygodny – na przekór zdrowemu rozsądkowi.
Sto pięćdziesiąt lat – aż po nasze czasy – funkcjonował rozpowszechniony przez Prowego pogląd, jakoby Kopernika pochowano przy siódmym ołtarzu kanonickim w prawym rzędzie. Tam bowiem, jak już wiadomo, istniało aż po rok 1746, ufundowane przez biskupa Marcina Kromera pierwotne epitafium Kopernika. Prowe nie dopuszczał myśli, aby umieszczono je nie tam, gdzie życzył sobie tego biskup, a ten przecież chciał, aby je umieszczono „na ścianie obok jego grobu” (parieti ad sepulchrum eius affigi), oczywiście obok grobu Kopernika. I to wystarczało, aby toruński kopernikolog pozbył się wszelkich wątpliwości. W ostateczności zaś dopomógł mu w tym – traktowany zresztą raczej drugorzędnie – eksperyment z listą czternastą. Tak długo więc przymierzał ową listę do z góry upatrzonego, siódmego ołtarza w prawym rzędzie, aż ją do tego ołtarza bez reszty dopasował. Uczynił to w sposób, który może zdumiewać – ale zdumiewać swoją naiwnością. Licząc tedy ołtarze, nie wprost jednak, lecz na krzyż – od pierwszego w lewym rzędzie do pierwszego w drugim, po czym znów do drugiego w pierwszym rzędzie itd., Prowe znalazł – zapewne ku swej niemałej radości – że czternastym ołtarzem, odpowiadającym rzekomo czternastej liście, jest właśnie ołtarz – przedostatni w prawym rzędzie – z którym sąsiadowało niegdyś epitafium Kopernika. Prowe nie zdawał sobie sprawy, że pierwsze cztery ołtarze należały do prałatów, wobec czego takie liczenie w ogóle nie miało sensu.
Niezbędną wiedzę o tym wszystkim popartą na dodatek znajomością statutów kapituły, w stopniu większym niż Prowe, aczkolwiek także nie do końca, posiadł bliższy naszym czasom historyk – profesjonalista, doc. Hans Schmauch, znany już wcześniej z licznych prac dotyczących dominium biskupów warmińskich w XV i XVI wieku. Wobec bezowocnych poszukiwań archeologicznych, przeprowadzonych przez ekspedycję z Uniwersytetu w Królewcu w styczniu 1939 roku, w miejscu rzekomego pochówku Kopernika, które wskazywał Prowe, Schmauch zainteresował się tą kwestią i sięgnął po raz wtóry do źródeł archiwalnych, raz już przejrzanych przez Prowego. Historyk ten słusznie rozumował, że zgodnie z zasadą następstwa, wystarczy znaleźć dowód, który ołtarz posiadał jakikolwiek poprzednik, lub jakikolwiek następca Kopernika (o ile nie był to prałat), aby dowód ten można było z całą pewnością odnieść także do samego Kopernika. I Schmauch taki dowód znalazł: na jednym z posiedzeń kapituły, pod datą 11 stycznia 1480 roku, odnotowany został fakt posiadania czwartego ołtarza w prawym rzędzie przez kanonika, który na liście czternastej wymieniony jest pod nazwiskiem Joannes Zanow, bezpośrednio przed Kopernikiem. Dla Schmaucha stało się tedy rzeczą oczywistą, że ten sam czwarty ołtarz musiał Kopernik odziedziczyć po nim wraz z kanonikatem i co najważniejsze – przy tym właśnie ołtarzu należałoby spodziewać się jego pochówku.
Wszystkie swoje sukcesy badawcze Schmauch niezwłocznie opublikował (1941), korygując ustalenia Prowego co do ołtarza, który mylnie przypisywał on Kopernikowi, ale nie wyciągnął do końca wniosków co do miejsca pochówku Kopernika. A to dlatego, ponieważ podobnie jak Prowe uległ sugestii płynącej z faktu, iż epitafium ufundowane przez Kromera w 1581 roku, zgodnie z życzeniem fundatora miało być umieszczone bezpośrednio przy grobie astronoma. Nie mogąc wytłumaczyć tej rzekomej rozbieżności Schmauch bezradnie skonkludował, że w przypadku Kopernika z niewiadomych powodów uczyniono odstępstwo od reguły – gdzie indziej miał swój ołtarz, a gdzie indziej go pochowano[9].
Jako ostatni z badaczy niemieckich zabrał głos w tej sprawie ks. Eugen Brachvogel, proboszcz jednej z sąsiadujących z Fromborkiem parafii i stąd częsty gość w tamtejszym Archiwum Diecezjalnym. Ponieważ w swych dotychczasowych publikacjach wykazywał Brachvogel pogłębioną znajomość realiów dotyczących kapituły warmińskiej w czasach Kopernika, wspomniana wyżej naukowa ekspedycja królewiecka, poszukująca szczątków Kopernika, powoływała go na swego eksperta. Otóż Brachvogel w swym pośmiertnie opublikowanym artykule (1941) usiłował w prosty sposób wytłumaczyć rozterki zgłoszone przez Schmaucha tym, iż Kopernik mógł, jego zdaniem, po prostu zamienić swój czwarty ołtarz na inny – na ten właśnie, który od 1581 roku sąsiadował z jego epitafium. W ten sposób, pomimo znacznego postępu w badaniach naukowych, pogląd co do miejsca pochówku Kopernika, określony niegdyś przez Prowego, miał być wciąż niepodważalny[10].
Przed dzisiejszym badaczem, który postanowił zmierzyć się z problemem, stanęły więc dwa pytania, na które winien był znaleźć przekonywującą odpowiedź: 1. Czy mogło być rzeczą dopuszczalną, aby Kopernik zamienił swój odziedziczony wraz z kanonikatem ołtarz na inny, wskazany przez Prowego i Brachvogla; 2. Czy można przyjąć prawdopodobieństwo, że wbrew życzeniu biskupa Marcina Kromera, ufundowane przezeń epitafium nie zostało jednak umieszczone w miejscu pochówku Kopernika.
Odpowiedź na pierwsze z tych pytań otrzymano w wyniku wieloletnich kwerend źródłowych, które w efekcie końcowym pozwoliły sporządzić pełne wykazy posiadaczy wszystkich ołtarzy kanonickich w katedrze, w okresie od XV wieku, odkąd istniały źródła, do 1720 roku, odkąd pochówki przy ołtarzach zastąpiono pochówkami w zbudowanej wówczas krypcie pod prezbiterium. Ze sporządzonych w ten sposób zestawień, korespondujących ze wspomnianymi wyżej szesnastoma listami kanonikatów wynikało, że Kopernik w żaden sposób nie mógł zamienić swego czwartego ołtarza ani na siódmy, ani na jakikolwiek inny, ponieważ każdy z szesnastu ołtarzy legitymował się własną listą posiadaczy w nieprzerwanym ciągu chronologicznym. Było też naturalnie rzeczą wykluczoną, aby dwóch kanoników mogło posiadać jeden ołtarz w tym samym czasie, ponieważ w myśl statutów, ołtarze przydzielano indywidualnie, wraz z kanonikatem.
Po dokonaniu powyższych ustaleń, odpowiedź na drugie pytanie nasunęła się sama. Z łatwością można było uprawdopodobnić tezę, że kapituła po prostu nie była w stanie zadośćuczynić życzeniu biskupa. Jak już była o tym mowa, epitafium Kopernika umieszczono tam, gdzie na ścianie katedry było wolne miejsce. Wszystko w sumie przemawia za tym, że nie mogło ono odpowiadać miejscu pochówku Kopernika i wbrew stanowisku wymienionych tu badaczy, nie może być traktowane jako dowód.
Pochówek Kopernika musiał się odbyć w zgodzie z opisanymi regułami i nie był niczym wyjątkowym, a zatem tajemnica jego grobu sprowadza się do czwartego ołtarza w prawej nawie, który znajdował się w jego posiadaniu od dnia, kiedy otrzymał kanonikat, aż do dnia, w którym umarł. Te właśnie konkluzje były podstawą śmiałych decyzji biskupa dra Jacka Jezierskiego, prepozyta kapituły warmińskiej, w sprawie podjęcia bezpośrednich poszukiwań grobu Kopernika w katedrze. Z punktu widzenia historyka, reguły praktykowane w kapitule, także w przypadku grobu Kopernika, znalazły swoje spodziewane potwierdzenie[11].

 
 
 

[1] E. M. Wermter, Das polnisch – litauische Staatswesen aus der Sicht des ermländischen Bischofs Martin Kromer, (w:) Acta Prussica. Abhandlungen zur Geschichte Ost- und Westpreussens, Fritz Gause zum 75. Geburtstag, Würzburg 1968, s. 170–171.

[2] J. Sikorski, W sprawie datowania śmierci Mikołaja Kopernika, Komunikaty Mazursko-Warmińskie, 1973, nr 3, s. 261–274.

[3] Tekst epitafium w przekazie Jana Brożka [Johannes Broscius] z 1618 r., cyt. S. Starowolski, Scriptorum Polonicorum Hekatontas seu centum illustrium Poloniae Scriptorum elogia et vitae, Venetiis 1627, s. 158–162. O Macieju Stojusie – Altpreussische Biographie, t. 2, 1967, s. 705.

[4] Dzieje tego epitafium – F. Hipler, Spicilegium Copernicanum, Braunsberg 1873, s. 292.

[5] Die Statuten des ermländischen Domkapitels von B. Nikolaus v. Tüngen – ibidem, s. 249.

[6] Archiwum Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie, Akta Kapituły C.

[7] Zob. Altpreussische Biographie; L. Prowe, Ueber die Sterbeort und die Grabstätte von Copernicus, Der neuen Preussischen Provinzial – Blätter dritte Folge, t. 11, 1866, s. 213–245; tenże, Das Andenken des Copernicus bei der dankbaren Nachwelt, ibidem, s. 353–402; tenże, Nicolaus Coppernicus, t. 1, cz. 1–2, t. 2, Berlin 1883–1884.

[8] F. Dittrich, Der Dom zu Frauenburg, Zeitschrift für die Geschichte und Altertumskunde Ermlands, t. 18, 1913, s. 157–158, 640.

[9] H. Schmauch, Der Altar des Nicolaus Coppernicus in der Frauenburger Domkirche, Zeitschrift.., t. 27, z. 2, 1941, s. 424–430.

[10] E. Brachvogel, Das Coppernicus – Dienst im Dom zu Frauenburg, Zeitschrift…,  t. 27, z. 3, 1942, s. 585–587.

[11] J. Sikorski, Grób Mikołaja Kopernika w katedrze biskupów warmińskich we Fromborku na tle praktyki grzebalnej kapituły w XV–XVIII wieku, (w:) Poszukiwanie grobu Mikołaja Kopernika, J. Gąssowski (red.), Pułtusk 2005, s. 81–170 (w wersji angielskiej: The searach for Nicolaus Copernicus’s tomb, Pułtusk 2006); Badania nad identyfikacją grobu Kopernika (The search for identity of Copernicus tomb), editor J. Gąssowski, The Pultusk Academy of Humanities), Pułtusk 2008.