Mikołaj Kopernik - ostatnie lata życia, śmierć oraz pochówek w katedrze fromborskiej

Odkrycie szczątków kostnych Mikołaja Kopernika w 2005 r. stało się wydarzeniem, które stwarza uzasadniony powód, aby przyjrzeć się ponownie ostatnim dniom astronoma i podsumować naszą wiedzę o tym, co ustaliła nauka w ostatnim półwieczu na temat przyczyn, okoliczności oraz miejsca jego zgonu, a następnie miejsca jego pochówku w katedrze fromborskiej.
Bardzo wiele wskazuje na to, że Kopernik w ciągu swego życia cieszył się dobrym zdrowiem. Przeżył 70 lat i 3 miesiące, podczas gdy średnia długość życia członków kapituły warmińskiej w tamtych czasach wynosiła około 63 lat. Jego brat Andrzej zmarł w wieku 48 lat, wiadomo jednak, że był nieuleczalnie chory. Wuj Koperników Łukasz Watzenrode zmarł jako biskup warmiński w wieku 65 lat. Jego kolejni następcy współcześni Kopernikowi – Fabian Luzjański, Maurycy Ferber, Jan Dantyszek i Tideman Giese – umarli w wieku 53, 66, 63 i 70 lat. Wszelako dwaj bardzo blisko zaprzyjaźnieni z Kopernikiem kanonicy Aleksander Sculteti i Leonard Niderhoff mocno go w tym względzie zdystansowali, pierwszy bowiem umarł w wieku 79, a drugi przeżył aż 87 lat.
Zaskakującym jest fakt, że Kopernika stosunkowo wcześniej zaliczano do ludzi starych. Gdy w 1535 r. liczył 62 lata, pewien norymberski astrolog określał do jako ,,starego kanonika we Fromborku”. Co prawda nigdy go nie oglądał na oczy, ale z pewnością takim go widzieli inni i tak go właśnie określali. Fakt ten mogą tłumaczyć dwie nakładające się nawzajem przyczyny: jego zbyt wczesna siwizna i jego bezprecedensowo długa zasiedziałość we Fromborku, a jeszcze dłuższa w ogóle w tym środowisku, jeśli liczyć cały okres jego związku z kapitułą warmińską (w 1535 r. minęło 38 lat!).
Leczył wielu swych kolegów z kapituły oraz kilku kolejnych biskupów, a nawet ludzi zupełnie obcych, na co są dowody. Natomiast o jego własnej chorobie mamy tylko jedną wiadomość z 1538 r., gdy liczył 65 lat. Było to po prostu przeziębienie, którego nabawił się na przełomie marca i kwietnia, gdy we Fromborku ziąb idzie od morza i wieją porywiste wiatry z północnego zachodu. Otóż tę właśnie jego niedyspozycję potraktowano wówczas jako coś nadzwyczajnego: ,,mój kolega – pisał kanonik Feliks Reich – pan Mikołaj Kopernik zachorował, jak się przypuszcza na febrę i nie zdołał przybyć na obrady kapituły aż do końca ich trwania”. Nikt bowiem nie pamiętał, aby Kopernik kiedykolwiek opuścił jakieś obrady!
W lipcu 1539 r., gdy liczył 65 lat, biskup Jan Dantyszek mówił o jego ,,prawie bezsilnej starości”. Była w tym jednak spora przesada. Rozsierdzony biskup mówił o tym w obliczu kierowanych pod adresem Kopernika bardzo ostro formułowanych oskarżeń o konkubinat. Szykowano proces kanoniczny przeciw niemu i dwóm innym kanonikom, którzy nie ukrywali swego współżycia z własnymi gospodyniami i mieli nawet z nimi potomstwo (Aleksander Sculteti i Leonard Niderhoff). Dantyszek pisał więc o uprawianiu przez Kopernika gorszącego procederu ,,w potajemnych schadzkach z własną nierządnicą”. W tym kontekście owa ,,prawie bezsilna starość” obwinionego miała spotęgować obraz gorszącej rozpusty, która była jego udziałem. Był też w owej retoryce pewien podtekst. Chodziło mianowicie o rzucającą się w oczy różnicę wieku między ,,nierządnicą” i ,,prawie bezsilnym starcem”. Przypomnijmy  więc, że Anna Schilling, bo o niej tu mowa, musiała być zatrudniona przez Kopernika w charakterze gospodyni w okresie, gdy miał około 50 lat, a ona około 20, czyli około 1523 r. Jakiś czas potem wyszła za mąż za mieszczanina fromborskiego (stąd jest to jej nazwisko po mężu), ale po upływie półtora roku uciekła od męża i powróciła pod dach Kopernika. W procesie rozwodowym tłumaczyła się, że małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane, ale nie potrafiła tego dowieść i nie uzyskała rozwodu. I właśnie w związku z tym Kopernik zmuszony był w 1531 r. oficjalnie tłumaczyć się, że to bynajmniej nie on jest powodem rozbicia tego małżeństwa. Biografowie Kopernika zwracają uwagę, iż Anna musiała być kobietą szczególnej urody. Jeszcze bowiem po śmierci Kopernika zachowała tyle kobiecego powabu, że biskup Dynaszek zdradzał kanonikom swoją obawę, aby ,,nie opętała któregoś z nich tymi sposobami, jakimi ogłupiła (dementavit) tego, który nie tak dawno zeszedł ze świata”. Pomimo wszystko niektórzy ze wspomnianych autorów, jak np. dr Stanisław Flis z Olsztyna, nie do końca byli pewni, jakiego rodzaju związki łączyły w rzeczywistości Annę z Kopernikiem, skoro sam astronom zwierzał się w pewnym liście do tegoż biskupa Dantyszka, ze ,,więź duchowa jest o wiele cenniejsza od bliskości fizycznej”. Wszelako przecież jedno drugiego nie wyklucza.
Tamte sprawy zajmowały więc w końcowej fazie życia astronoma bardzo wiele miejsca, o czym mogliśmy jedynie w skrócie przypomnieć. W takim czy innym stopniu potwierdza to nasze mniemanie o jego dobrej kondycji zdrowotnej. Bo też całe jego życie cechowała znaczna ruchliwość. Kto policzy dni, które spędził w siodle końskim, w towarzystwie swoich dwóch służących (Wojciecha Cebulskiego i chłopca Hieronima), jadąc w posły, do chorych, do chłopów po wsiach warmińskich? Na samej tylko Warmii można wyliczyć 50 miejscowości, w których miał coś do załatwienia.
Jego sprawność fizyczna szła w parze ze sprawnością umysłową, co widocznie jest aż do ostatka jego dni. Wiosną 1539 r., akurat wtedy, gdy dobiegają nas słowa Dantyszka o ,,prawie bezsilnej starości” Kopernika, pojawia się u niego we Fromborku młody profesor matematyki z Wittembergi, Jerzy Joachim Retyk. Naglony przez niego, by nadał ostateczny kształt wydawniczy swemu dziełu ,,O obrotach”. Kopernik rozpoczął dwuletni okres najbardziej intensywnej pracy umysłowej w swoim życiu. Dopiero wtedy, gdy pracę tę zakończył, oddał Retykowi gotowy do druku rękopis, a ten w połowie września 1541 r. mógł opuścić Warmię, by zawieźć ów rękopis do drukarni w Norymberdze. A przecież jeszcze za pobytu Retyka, w kwietniu 1541 r., gdy liczył 68 lat, nie odmówił wezwaniu księcia Albrechta, by natychmiast jechać do Królewca i ratować życie ciężko choremu jego osobistemu doradcy. Spędził tam u łoża chorego prawie miesiąc. Książe zaś czuł się zażenowany swoją własną śmiałością wobec człowieka, który ,,bez jakichkolwiek wymówek, w tym podeszłym wieku zechciał trudnić się dla niego”.
Ledwie wrócił z Królewca, już dokonywał jakichś rozliczeń finansowych w związku z pełnionym przez siebie urzędem przełożonego kasy budowlanej kapituły. Jest to ostatni zapis w księdze rachunkowej kapituły, datowany 9 maja 1541 r., w którym pojawia się nazwisko Kopernika. 21 sierpnia, tego roku, wciąż za bytności Retyka, wykonał ostatnią w życiu obserwację astronomiczną, notując dane o zaćmieniu Słońca.
Ostatnia jego czynność jaką znamy, pochodzi z czerwca 1542 r. Wysłał wówczas do Nowymbergi przedmowę mającą poprzedzić jego dzieło. Bardzo to ucieszyło bawiącego w Nowymberdze Retryka, który pilnował druku, W liście do jednego ze swych korespondentów wspomniał o wyprawie do Mikołaja Kopernika, ,,człowieka w wieku teraz poważnym”.
Kopernik nie wyczuwał bliskości śmierci. Nie śpieszyło się, by załatwić kilka najważniejszych spraw, które z reguły stały przed każdym z kanoników. Co prawda już w wieku 65 lat pozbył się swojej prałatury scholastyka w kapitule kolegiackiej we Wrocławiu, ale był to gest uprzejmości wobec kolegi, który o tę prałaturę zabiegał. Natomiast do spraw istotnie najważniejszych należało zapewnienie następstwa po sobie krewnemu (nepotyzm nie był tu niczym zdrożnym) oraz sporządzenie testamentu, aby tą drogą przekazać komu trzeba posiadane mienie ruchome i oszczędności, a także zwrot kaucji z kasy kapituły po pośmiertnym zwolnieniu kanonii i ewentualnie pozostawić odpowiednią kwotę na wykonanie nagrobka, w przeciwnym razie bowiem pochówek byłby bezimienny. Otóż dopiero w połowie września 1540 r. wyznaczył płatnego pełnomocnika, który miał dopilnować wystawienia przez papieża bulli nominacyjnej dla osoby mającej pełnić funkcję zastępcy (koadiutora), a po śmierci Kopernika objąć zwolniony przezeń kanonikat. Na owego zastępcę wyznaczył Jana Loisse, zaledwie dwunastoletniego wnuczka swej kuzynki. Powinien był zadbać o to znacznie wcześniej, ponieważ sprawa była trudna – osoba małoletnia musiała uzyskać dyspensę, a przy tym wymagało to dużych pieniędzy i rzeczywiście wielu zabiegów. W istocie, wszystko to trwało ponad dwadzieścia miesięcy. Bulla papieska doszła do rąk zainteresowanego (a własciwie jego rodziców) w lipcu 1542 r. – cztery miesiące prze śmiertelną chorobą Kopernika. Gdyby później – wszystko by przepadło. Tak samo późno, bo również w tym samym czasie spisał testament. Nie zadbał jednak o to, aby wzorem większości swych kolegów przeznaczyć odpowiednią kwotę na nagrobek. Najwidoczniej pozostawił tę sprawę uznaniu swych krewnych, których uposażył, a przede wszystkim swemu następcy, który miał mu do zawdzięczenia kanonikat i związane z nim dochody. Jak wiadomo, nikt o to nie zadbał – ani obdarowana hojnie siostrzenica w Królewcu (która była luteranką), ani Jan Loisse, który 19 lat czerpał dochody z kanonikatu, aż się rozstał z kapitułą, przeszedł na luteranizm i ożenił się.
Biografowie Kopernika, z reguły historycy lub astronomowie, uchylali się od interpretacji bezpośredniej przyczyny śmierci astronoma. Specjalnie więc temu zagadnieniu poświęciliśmy wespół z dr. Stanisławem Flisem, długoletnim dyrektorem jednego ze szpitali olsztyńskich, szczególną uwagę. Sprzyjała temu okoliczność, że mój rozmówca był z zamiłowania historykiem – regionalistą, owocnie współpracującym z miejscowym środowiskiem historycznym i autorem wielu różnorodnych publikacji; warto zauważyć, że był też założycielem i prezesem Towarzystwa Miłośników Olsztyna. W rezultacie tych naszych studiów powstały jego dwie publikacje, a także i ja w swoich własnych posłużyłem się jego opinią. Oto więc co można krótko na ten temat powiedzieć. Wedle relacji blisko związanego z Kopernikiem kanonika Jerzego Donnera, 7 grudnia 1542 r., doznał on ,,wylewu krwi do mózgu, który spowodował paraliż prawej połowy ciała”, a przy tym ,,stracił pamięć i przytomność umysłu”. W tym stanie chory wymagał naturalnie opieki i to właśnie było troską jego przyjaciół: ,,jeżeli w takim położeniu się znajduje, zechciej mu być opiekunem – pisał z Lubawy do Donnera biskup chełmiński Tideman Giese – i podejmij starania około człowieka, któregoś wraz ze mną zawsze kochał, aby w tej potrzebie nie został bez braterskiej pomocy i żebyśmy nie okazali się niewdzięczni wobec osoby tak zacnej”. Zdaniem dr. Flisa nie był to jednak wylew krwi, lecz zakrzep jednej z tętnic w lewej półkuli mózgu. Masywny wylew szybko bowiem prowadzi do śmierci, natomiast mniejsze wylewy mogą się albo w ogóle cofnąć, albo pozostawiają charakterystyczne niedowłady kończyn. Tymczasem Kopernik trwał w swym bezwładzie aż pół roku, zanim umarł. Objawy, które dotyczyły Kopernika zdarzają się w zakrzepach mózgowych. W rozważaniach dr. Flisa pojawia się przy tym wątek o kapitalnym znaczeniu. Był on mianowicie skłonny sądzić, że Kopernik niekoniecznie musiał utracić kontakt z otoczeniem, choć otoczenie mogło nie zdawać sobie z tego sprawy. ,,Prawostronne bezwłady kończyn – pisał dr Flis – występują przy udarach w lewej półkuli mózgu, gdzie znajduje się ośrodek mowy. Uszkodzenie tego ośrodka zarówno przez wylew krwi, jak i zakrzep mózgowy, prowadzi do zaburzeń mowy, a nawet jej utraty, przy czym nie zawsze towarzyszy temu utrata przytomności. Wiadomo, że stany nieprzytomności szybko prowadzą do śmierci, natomiast utrata mowy może trwać długo”. A zatem kiedy pokazano Kopernikowi na łożu śmierci wydany drukiem egzemplarz jego dzieła – o czym wiemy od Giesego – fakt ten mógł dotrzeć do jego świadomości!
Tenże sam Giese przekazał nam również datę śmierci Kopernika: 24 maja 1543 r., Stoi ona jednak w sprzeczności z faktem, że już 21 maja, na nadzwyczajnym posiedzeniu kapituły zjawił się Jan Loisse i prosił kapitułę o przyznanie mu kanonikatu ,,należącego niegdyś do Mikołaja Kopernika”. Płynie stąd oczywisty wniosek, że 21 maja Kopernik już nie żył. Nie odnotowano w aktach kapituły daty jego śmierci, ponieważ nie miało to praktycznego znaczenia. Zasadnicze znaczenie miała data objęcia kanonikatu, a nie data jego zwolnienia. Co prawda obydwie daty mogły pokrywać się ze sobą, ale w tym wypadku wydaje się to rzeczą wątpliwą, ponieważ Jan Loisse zamieszkiwał w Gdańsku i musiał być wpierw zawiadomiony, że należny mu kanonikat zawakował, a następnie musiał odbyć podróż (prawdopodobnie drogą morską) z Gdańska do Fromborka. Należy więc przypuszczać, że Kopernik zmarł krótko przed 21 maja. Z tą nową, przybliżoną datą, powinny oswoić się encyklopedie i podręczniki szkolne, w ślad za naszymi regionalnymi, autorstwa Jana Chłosty i Tadeusza Orackiego.
Kolejnym mitem, obalonym w niedawnym czasie, jest miejsce zamieszkiwania i pracy badawczej Kopernika, które wiązano z należącą do niego wieżą obronną w murach warowni fromborskiej. To błędne wyobrażenie upowszechnił Jan Matejko na swoim słynnym obrazie Kopernik. W rezultacie odpowiednich badań archiwalnych okazało się, że Kopernik w ciągu 29 lat zamieszkiwał w kanonii poza murami obronnymi i przy tej kanonii, w ogrodzie warzywnym, zbudował specjalną płytę obserwacyjną, z wyznaczoną na niej linią południkową i na tej to płycie ustawiał, w zależności od potrzeb, każdy z trzech posiadanych przez siebie instrumentów astronomicznych. Lokalizacja owej kanonii walnie poszerza naszą wiedzę o życiu prywatnym Kopernika, pozwala spojrzeć na jego ,,horyzont astronomiczny” dokładnie tak samo, jak widział go on sam, własnymi oczyma. Nieżyjący już wybitny historyk astronomii prof. Jerzy Dobrzycki przyprowadzony na to miejsce doznał ogromnego wzruszenia. Natychmiast też zrozumiał, dlaczego Kopernik wybrał sobie tę a nie inną spośród kilkunastu kanonii fromborskich. Tylko ta jedna spełniała jego oczekiwania! Dziś stoi na tym miejscu kanonia pod wezwaniem św. Stanisława, zbudowana przez dziekana kapituły Eggerta Kempena w 1565 r., po rozbiórce kanonii Kopernika. Fundamenty tej ostatniej, biegnące nieco ukosem, widoczne są w piwnicach kanonii św. Stanisława. Tutaj więc Kopernik spędzał swoje lata fromborskie, tutaj spisywał swoje dzieło i tutaj umarł.
Przez półtora stulecia funkcjonowała w nauce błędna teoria, jakoby Kopernika pochowano przy siódmym ołtarzu kanonickim w prawym rzędzie, licząc od głównego ołtarza katedry. Przekonanie to, które upowszechnił historyk niemiecki Leopold Prowe, wzięło się stąd, iż około 40 lat po śmierci Kopernika zawieszono obok tego ołtarza poświęcone mu epitafium. Ufundował je biskup Marcin Kromer i wyraził przy tym życzenie, aby zostało umieszczone w miejscu pochówku astronoma. Tymczasem przed ostatnią wojną inny historyk Hans Schmauch odkrył, że Kopernikowi, gdy obejmował kanonikat, przydzielono nie siódmy, lecz czwarty ołtarz. Schmauch potwierdził przy tym regułę, że kanoników chowano przy ich ołtarzach. Pomimo tych zasadniczych ustaleń, uległ jednak sugestii płynącej z faktu, że przecież epitafium Kopernika nie mogło być umieszczone gdzie indziej, aniżeli przy jego grobie. Wobec tej wyraźnej sprzeczności Schmauch pozostał bezradny. Wówczas pośpieszył mu w sukurs trzeci z kolei historyk, Eugen Brachvogel. Nasunął mu się mianowicie wniosek, że Kopernik pod koniec życia po prostu zmienił swój czwarty ołtarz na siódmy. I w ten sposób sprawę uznano za wyjaśnioną. Pomimo że niemieckie wykopaliska archeologiczne ze stycznia 1939 r., przeprowadzone w okolicy siódmego ołtarza, nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, w 1973 r. wystawiono Kopernikowi pomnik właśnie przy tym ołtarzu.
Przed dzisiejszym badaczem, który postanowił zmierzyć się z problemem, stanęły więc dwa pytania, na które winien był znaleźć jasną odpowiedź: 1. Czy mogło być rzeczą dopuszczalną, aby Kopernik zamienił swój pierwotny ołtarz na inny? 2. Czy można przyjąć prawdopodobieństwo, że wbrew życzeniu biskupa epitafium Kopernika nie zostało jednak umieszczone w miejscu jego pochówku? Odpowiedź na pierwsze z tych pytań nasunęła się sama, po sporządzeniu pełnych wykazów posiadaczy wszystkich szesnastu ołtarzy kanonickich w katedrze, w okresie od XV do XVIII wieku. Wynikało z tego, że Kopernik w żaden sposób nie mógł zamienić swego ołtarza ani na siódmy, a ni na jakikolwiek inny, ponieważ ołtarze przydzielano indywidualnie, w związku z obejmowanym kanonikatem. Co do drugiego pytania – bardzo łatwo udało się uprawdopodobnić tezę, że kapituła po prostu nie była w stanie zadośćuczynić życzeniu biskupa. Epitafium Kopernika umieszczono tam, gdzie na ścianie katedry było wolne miejsce, nie zaś tam, gdzie chciano by je umieścić. Nie mogło ono tedy odpowiadać miejscu pochówku Kopernika i wbrew stanowisku badaczy niemieckich nie może być traktowane jako dowód.
Powyższe ustalenia, po ich opublikowaniu na tyle przekonały biskupa Jacka Jezierskiego, prepozyta kapituły warmińskiej, że zdecydował się na ryzyko bezpośrednich poszukiwań grobu Kopernika w katedrze. To ryzyko wziął na siebie również prof. Jerzy Gąssowski, dyrektor Instytutu Antropologii i Archeologii Wyższej Szkoły Humanistycznej im. Aleksanda Gieysztora w Pułtusku, jeden z najwybitniejszych archeologów polskich. Poszukiwania miały oczywiście dotyczyć miejsca, w którym grobu Kopernika nigdy nie szukano – przy czwartym ołtarzu w prawym rzędzie. Istotnym ułatwieniem miał być fakt udokumentowany źródłowo, iż na przestrzeni całych dziejów katedry pochowano w tym miejscu jedynie siedmiu kanoników, a pośród owych siedmiu tylko jeden Kopernik dożył lat 70, wszyscy inni zaś mieścili się w grupie wiekowej 45-64 lat. Prof. Gąssowki przyjął tedy założenie, by ,,pochówek, który na podstawie analizy antropologicznej należał do mężczyzny w wieku lat 70 (co może być określone przez antropologa w przybliżeniu), został poddany szczegółowej rekonstrukcji twarzy na podstawie zachowanych kości czaszki, w specjalistycznym laboratorium. Taka rekonstrukcja zostałaby poddana porównaniu z zachowanymi realistycznymi portretami Mikołaja Kopernika. Zgodność rekonstrukcji z obrazami z epoki mogłaby poświadczyć odkrycie grobu wielkiego astronoma”.
Prace wykopaliskowe, podjęte w połowie sierpnia 2004 r., poprzedzono ,,prześwietleniem” georadarowym całej powierzchni podposadzkowej katedry, uzyskując dzięki temu pewien obraz wykopów ziemnych, dokonywanych w katedrze w ciągu jej istnienia, lub nawet wcześniej. Dla ostrożności – aby rozpoznać strukturę przestrzeni podposadzkowej – wykop rozpoczęto nie bezpośrednio przed ołtarzem, lecz obok niego, w nawie bocznej, a ściślej obok filaru, o który opierał się ołtarz dawniej należący do Kopernika. I zaczęło się nieprzewidywalnie. Odkryto trzy pochówki, z których dwa wzbudziły konsternację i niepokój, ponieważ nie spodziewano się ich tutaj. Był to pochówek dziecka oraz pochówek kanonika Andrzeja Gąsiorowskiego z XVIII wieku, który powinien był znajdować się w krypcie pod prezbiterium. Wszelako historyk starał się uspokoić archeologów: pochówki były uprawnione, ponieważ znajdowały się w strefie międzyołtarzowej, a więc neutralnej. Zaś obecność Gąsiorowskiego  (sygnowanego cynkową tabliczką na trumnie) jest tu wręcz cenna, ponieważ daje świadectwo, że z kryptą działo się coś niedobrego – prawdopodobnie została wypełniona i był powód, aby rozbudować ją do obecnej postaci (w krypcie, jak później stwierdzono, istotnie są dwie fazy jej budowy w XVIII wieku). Na tym sezon zakończono.
Pracami, które wznowiono w 2005 r., kierowała współpracowniczka prof. Gąssowskiego, mgr. Beata Jurkiewicz. Gdy pierwszy odkryty przez nią pochówek okazał się pochówkiem kobiecym, byłaby się prawdopodobnie załamała, gdyby nie podtrzymał jej na duchu kolega archeolog mgr Błażej Muzolf. Również historyk (niżej podpisany) starał się jak mógł, choć i jemu nie przychodziło to łatwo, bagatelizować sprawę, ponieważ był to wciąż jeszcze margines właściwego pola ołtarzowego. A poza tym wiadomo, że chowano w katedrze kobiety – skoro dwaj prepozyci pochowali tu swoje matki, to dlaczegóż by kanonicy w sporadycznych przypadkach nie mieliby pochować swoich gospodyń?
Dalsze cztery spośród odkrytych pochówków dotyczyły zmarłych z grupy wiekowej 40-60 lat, toteż pani Beata słusznie przeszła nad nimi do porządku. Dzielnie też zniosła siódmy pochówek, który okazał się pochówkiem dziecięcym. Tym bardziej, iż owe niespodzianki zgotował tutaj wiek XVIII, który lekceważył wszystko co było przedtem, nie licząc się z żadną tradycją. Wreszcie w centrum pola ołtarzowego wyeksplorowano grób trzynasty. - ,,Grób 13 był najbardziej zniszczony  - udało się zaledwie określić jego lokalizację w wykopie i zarys trumny. Zachowała się czaszka, jednak bez żuchwy, której nadaremnie poszukiwano w pobliżu. Ze szkieletu pozostały luźno rozsypane kości, które odnajdywano wcześniej w różnych wykopach grobowych. A jednak ten zniszczony pochówek przyciągnął uwagę badaczy. Czaszka bowiem wskazywała na wiek zmarłego w przedziale 60-70 lat, była więc najstarsza ze znalezionych w drugim sezonie badawczym. Ona też została skierowana do dalszych, specjalistycznych badań...”. Zdecydował o tym członek ekipy badawczej, antropolog prof. Karol Piasecki. Rekonstrukcji twarzy siedemdziesięcioletniego nieboszczyka podjął się nadkomisarz mgr Dariusz Zajdel, wedle metody stosowanej obecnie przez laboratorium specjalistyczne Komendy Głównej Policji w Warszawie. W sprawozdaniu końcowym archeologów czytamy: ,,W porozumieniu z prof. Karolem Piaseckim, po rozpatrzeniu wszystkich okoliczności, wyrażamy przekonanie, iż badana czaszka – z wysokim prawdopodobieństwem jest czaszką Mikołaja Kopernika. Stopień pewności można by określić na 97%. Gdyby udało się dokonać ostatecznej identyfikacji przy pomocy kodu genetycznego DNA, pewność wzrosłaby do 100%. Do tego jednak należałoby odszukać zmarłych lub żywych krewnych Mikołaja Kopernika, dla pobrania od nich próbek do analizy DNA. Zarówno Mikołaj Kopernik, jak i jego brat Andrzej (...), jako księża katoliccy nie pozostawili po sobie potomstwa. Najbliższym krewnym był brat ich matki, biskup Łukasz Watzenrode. W chwili gdy pisane są te słowa, nie wiadomo jeszcze, gdzie został pochowany. Zatem dla uzupełnienia 3% identyfikacji będzie trzeba wszcząć nowy program badawczy: w poszukiwaniu Łukasza Watzenrodego – wuja Kopernika”.
W 2006 r., za zgodą ks. biskupa Jacka Jezierskiego, takie poszukiwania podjęto.
 
 
Artykuł opublikowano w ,,Kalendarzu Olsztyna" na 2007 rok.